Zachód nad Zalewem
illic 2009-04-15 22:51:07
Magia
Coś dziwnego się dzieje. Magia powraca. Ludzie zachowują się inaczej, przedmioty znikają(*). Wszystko zaczyna się komplikować. Nigdy nie przypuszczałam, że tak będzie. Zaczynam tracić nad tym kontrolę. Dziwnie się z tym czuję, szczerze mówiąc. Ale nie będę się przejmować przyszłością dalszą niż tydzień w przód, to bezcelowe. Będę się cieszyć tym co mam. Cieszyć, cieszyć, bardzo cieszyć!!!
(*)A jeśli chodzi o znikające przedmioty... Najdziwniejsza rzecz jaka mi się ostatnio przytrafiła. Posłuchajcie...
Bardzo ładny, słoneczny, ciepły dzień (oczywiście jak na luty), godzina jakaś poranna a ja już po zajęciach. Siedzę z kolegą w pokoju i czekam aż znajomy mi da znać, że mam swój indeks odebrać. Telefon dzwoni, idę pod Gmach Główny i biorę indeks, a potem od razu do dziekanatu. Wszystko pięknie załatwione, kolejki nie ma, spotykam koleżankę, gadamy chwilkę i idę z powrotem do akademika. Aha, dodam też, że przez całą drogę mam w uszach słuchawki i słucham sobie muzyki z komórki. W windzie zwijam kabel, chowam go do kieszeni a wchodząc do pokoju wyjmuję telefon... i wypada mi on z ręki. Kolega siedzi na krześle jak wmurowany i zastanawia się czy coś mnie aż tak maksymalnie wkurzyło, że rzucam telefonem o podłogę. To, że mi wypadł nie jest może bardzo dziwne, bo mi często coś z rąk leci. W każdym razie telefon rozpada się na pięć części, między innymi wypada klawiatura. Ale to też nie jest jeszcze dziwne. Dopiero w tym momencie zaczyna działać magia. Szukamy wszystkich części mojego telefonu (mój śmiech, chwilę po tym jak spadł był wystarczającym dowodem na to, ze nie jestem wściekła, więc kolega pomaga mi zbierać części) i znajdujemy cztery. Powiewa złośliwością losu, szukamy więc pod szafą, za śmietnikiem, za kartonami i siatką z posegregowanymi odpadkami. Nie ma. Pojawia się element tajemnicy. Przeszukujemy wszystko jeszcze raz. Podłoga, pod szafą, za kartonem, za śmietnikiem, w śmietniku. Wywlekamy rzeczy z otwartej szafy Edyty (jakby komuś nie było wiadome - mojej współlokatorki), przeszukujemy części szafy, których drzwi były zamknięte, wywlekamy trzyletni kurz spod nich, zaglądamy pod lodówkę, do lodówki i do zamkniętego łóżka. Nie ma. Robi się nieciekawie, kolega się ze mnie śmieje a ja się zastanawiam jakim cudem udało mi się złamać prawa fizyki. Zaglądamy do butów i do łazienki, która jest zupełnie z drugiej strony, usiłujemy nawet szafę od ściany odsunąć ale ona nie współpracuje i sprawia wrażenie jakby chciała się nas przewrócić więc rezygnujemy. Nie ma. Dochodzę do wniosku, że mam chyba wysyłam jakieś fale, które odbierają tylko klawiatury i nie wpływa to na nie dobrze. Jedną okaleczyłam, drugą zdezintegrowałam. Tym oto sposobem już chyba 2 tydzień obywam się bez klawiatury w komórce bo sklepy są tak bardzo nie po drodze...
illic 2009-03-18 16:58:58
!!!
Wiedzieliście, że jeden SMS może przyprawić o palpitację serca i dreszcze?
Ja się właśnie dowiedziałam...
Wiedzieliście, że czasem zrobienie czegoś kompletnie niezgodnego zpewnymi ogólnie przyjętymi zasadami może sprawić nieziemską radość, frajdę i przyjemność?
Ja już wiem...
illic 2009-02-02 23:01:32
Przypowieść o tym jaka jestem zdolna
Po prostu zepsułam sobie klawiaturę. Zahaczyłam stopą o dyndający pod biurkiem kabel (właśnie, że nie, wcale nie mocno!) i urwałam wtyczkę, którą sie do kompa podłącza. Ale oczywiście moje wyższe moce się uzewnętrzniły i kabel nie urwał sie tak po prostu w jakimś normalnym miejscu. Metalowa końcówka wyszła z plastikowej obudowy, utkwiła w komputerze i za nic nie chciała dać się wyciągnąć. Moje wycie o pomoc doszło do przynajmniej jednych uszu i kolega jeszcze tego samego dnia przyniósł różne narzędzia od kombinerek (a właściwie czegoś innego czego nazwy zapomniałam) poczynając - trzeba było nimi wyjąć metalową uparta część na lutownicy kończąc. W związku z tym, że przyniósł te narzędzia na zajęcia wzbudził wśród całego męskiego grona kolegów z grupy (czyli wszystkich poza mną i panią magister a muszę przyznać, że i my byłyśmy pod wrażeniem) niemałą sensację. Kiedy byliśmy juz u mnie i kolega zobaczył ten kabel, popatrzył tylko na mnie znacząco, nic nie powiedział (za co jestem szczerze wdzięczna) i zabrał sie za próby naprawy opornego sprzętu. Po plus, minus 40 min, znacznym zużyciu cyny, wyklęciu na czym świat stoi, skomentowaniu (na szczęście dość łagodnie i powściągając język) moich zdolności dał za wygraną. Jako, że wiedziała, iż mam w domu zapasową klawiaturę od starego kompa, nie przejęłam sie tym zbytnio, wręcz byłam pod wrażeniem wykazanej cierpliwości i bezinteresowności. Przez trzy dni więc męczyłam sie z klawiatura ekranową. Boże, co za męczarnia! Kiedy zadowolona z siebie przyjechałam wreszcie w poniedziałek do akademika, dźwigając w wypchanym plecaku klawiaturę, chciałam ja natychmiast podłączyć, a tu co... Nie da rady! Okazało się, że to tak przedpotopowy sprzęt, że nawet nie ma na komputerze takiej wtyczki! Rozczarowana i wkurzona do ostatnich granic postanowiłam iść do sklepu komputerowego i kupić przejściówkę. Na wszelki wypadek zabrałam ze sobą klawiaturę bo nie znam tego niezrozumiałego specjalistycznego żargonu ani tych hieroglifów, którymi się oznacza różne kabelki, wtyczki, przełączniki etc. Kiedy w sklepie pokazałam jednemu panu końcówkę tej kabla tej klawiatury i poprosiłam o przejściówkę, ten przyjrzał się, zrobił oczy jakby zobaczył ducha i popatrzył na drugiego z bezbrzeżnym zdumieniem. A tamten zerknął i z jakąś niezrozumiałą dla mnie uciechą stwierdził: "Ha, Ha! A my nawet takie mamy!". Pierwszy poszedł na zaplecze poszukać ale zaraz wrócił i tak bezradnie popatrzył na drugiego, ten kazał mu obsługiwać klientów i sam poszedł poszukać. Po chwili wrócił niosąc małą paczuszkę z upragnioną dla mnie częścią. Dałam za nią dychę a facet, który mi ją sprzedawał miał minę jakby się siłą powstrzymywał od śmiechu. I wreszcie ją mam, dzięki czemu mogłam napisać tę jakże pouczającą przypowieść, której morał sam się nasuwa: jak chcesz machać nogami, upewnij się najpierw, że nic ci między nimi nie dynda!
illic 2008-12-15 18:00:27